Kategorie: Wszystkie | LOCA | O MNIE | OZZY | PIESKIE ŻYCIE | PRZYJACIELE | SZKOLENIE | WYCHOWANIE
RSS
poniedziałek, 01 października 2012

Tajemnicą nie jest, że na zawodach agility pojawiamy się bardzo, ale to bardzo rzadko. Tak w zasadzie to pojawiamy się wyłącznie na zawodach nam najbliższych, organizowanych przez skądinąd fantastycznych "bydgopsiaków". No cóż, zawodnikami - wyjadaczami pewnie nigdy nie będziemy, a szkoda, bo podoba mi się to całe agilitowanie i całkiem nie najgorzej nam ono wychodzi :)

Sobotę zaczęłyśmy jeszcze w bezpiecznych "zeróweczkach", gdzie poszło nam nader zacnie - co prawda pierwszy bieg radośnie zdisowałyśmy, jednak później wygrałyśmy zarówno J0, jak i A0 i postałyśmy sobie w związku z tym na pudle, radując się z tego faktu przeogromnie. Sobotnie sukcesy zmotywowały mnie do tego, żeby wreszcie przejść do oficjalnej klasy - "jedynek". Tak żeby nie było za łatwo i przyjemnie wygrywać ;) 

Niedzielę zaczęłyśmy więc z troszkę większym stresem, bo jedynki już nie są takie przyjemne jak zeróweczki. Dla mnie najbardziej bolesne są w kwestii zasadniczej, a mianowicie długości i stopniu skomplikowania toru. Który trzeba ZAPAMIĘTAĆ! A to jest właśnie moja pięta achillesowa, bo naprawdę mam solidny kłopot z tym, żeby nauczyć się torku na tyle, żeby zaczynając przebieg nie czuć się jak cholerna tabula rasa. 

Na szczęście była ze mną moja kochana Pani Trener, która wspierała mnie radą wszelaką :-* 

Niedzielny egzamin LA1 był bardzo przyjemny. Świetnie mi się go biegło, z suką kontakt był bez zarzutu, jej zaangażowanie rozkoszne. Dodam, że po skończeniu biegu nie liczyłam na żadne sensowne miejsce w klasyfikacji, bo miałyśmy jedną zrzutkę i w związku z tym punkty karne. Poza tym biegłam dość zachowawczo, bo zapomniałam założyć korków... o głupia ja... o czym przekonałam się już na starce, gdy jakoś tak dziwnie nie mogłam znaleźć przyczepności na śliskiej trawie.

Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że my ten tor (egzamin LA1) przebiegłyśmy najszybciej! 2,5 sekundy szybciej niż kolejny pies (bc :D ) ! Z piękną prędkością 4,60 m/s ! Zrzutka sprawiła, że w egzaminie byłyśmy trzecie! Nie spodziewałam się tak udanego debiutu. A myśl, że gdyby nie owa zrzutka, to byłybyśmy pierwsze, jest trudna do zniesienia ;)

Openy dały nam solidnie w kość. Po pierwsze i najważniejsze - stopniem skomplikowania torów, na których ja poległam (great dog, shame about handler). Mówi się, że najlepiej uczy się człek na swych własnych błędach. Otóż ja owe popełniłam w ilościach hurtowych wręcz, ale nauczkę wyciągnęłam i jestem mądrzejsza niż byłam. Będzie tylko lepiej!

Niestety wybrałam się bez żadnego sprzętu nagrywającego, więc filmiki są jakie są. A w zasadzie to ich nie ma, bo z 6 biegów udało się uwiecznić (komórką) tylko dwa sobotnie - jumping i agility. Oba za to przebiegnięte na czysto i wygrane!

Załapałyśmy się na kilka zdjęć made by Alicja Matejuk!

 





niedziela, 02 września 2012

Tak się przypadkiem zdarzyło, że pojawiłyśmy się zupełnie niedawno w telewizji śniadaniowej!

Przygoda mega turbo extra, po raz pierwszy miałam okazję występować z suką "na lajfie" i przyznam, że emocje z tego tytułu były dość intensywne. Nawet na dwa dni przed nagraniem :) Czego się jednak nie robi dla własnego pupila, gdy ten cierpi na przypadłość zwaną "parciem na szkło".

Loca sprawiła się świetnie (co akurat było do przewidzenia :), grzecznie witając z wszystkimi w studio, dzielnie znosząc poklepywania i głaskania, obskakując wesołą "ciocię Marzenkę" podczas wspólnej prezentacji prognozy pogody, no i przede wszystkim zawzięcie wyszukując smakołyki - a to było jej główne zadanie na czwartkowy poranek.

Pojawiłyśmy się w TVP2 na zaproszenie sklepu mampsa.pl, prezentując dostępne w nim zabawki interaktywne made by Nina Ottosson (których wielką fanką jestem na co dzień i od święta, podobnie jak zwierzaki moje). Na blogu wrzucałam już info o nich, jak kogoś interesują, niech odszuka, nie szaleję ostatnimi czasy z ilością postów, więc nie powinno to nastręczyć trudności ;)

 

A jak się kliknie TU to można zobaczyć nasz odcinek i nasze wejście.

 

 

23:47, martyna_art , LOCA
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 sierpnia 2012

 

Ot, zwykły instagram leżących obok siebie na kanapie psów, powiesz. Moje tak robią codziennie, powiesz.

A moje nie. Przynajmniej nie od zawsze, dlatego każde takie zdjęcie to miód na moje serce.

To, że Loca szuka kontaktu fizycznego z Yuffiem nie jest czymś zwyczajnym. Moja niedotykalska suka tak nie ma w standardzie, żeby tolerować aż taką fizyczną bliskość z innym psem. Dlatego za pierwszym razem, gdy położyły się oba na jednej kanapie, a Loca z niej po chwili nie zeszła czując się niekomfortowo, miałam dosłownie łzy w oczach.

Tak, to jest notka o niczym szczególnym dla Ciebie :) ale o czymś bardzo ważnym dla mnie. O tym, że moja suka weszła do dwuosobowego stada samców - dorosłego i szczeniaka, i się w nim zupełnie zadomowiła.

Lubię to :)

wtorek, 12 czerwca 2012

Z właściwym sobie opóźnieniem daję znać, że bardzo spontanicznie pojawiłyśmy się na drugich w życiu zawodach agility :) W Bydgoszczy znowu, a jakże, wszak tamtejsza atmosfera i bezbłędna organizacja rządzi!

Biegało nam się bardzo przyjemnie, detkowałyśmy w idiotyczny sposób, ale zdarzyło nam się nawet raz stanąć na pudle i raz wykręcić najlepszy czas! Jako że zawsze jakoś niespecjalnie jest nam po drodze na zawody i choć żałuję, bo nie będzie nam raczej dane zostać zawodnikami pełną gębą, to atmosferę wokół zawodów polubiłam bardzo. Fajnie jest sobie posiedzieć z kumpelami z klubu, poznać wreszcie w realu znajomych z Internetu, pogadać, pomarznąć, nie wyspać się i w międzyczasie pobiegać sobie jakieś torki.

Poza tym zupełnie przy okazji człowiek orientuje się jak bardzo skomplikowane sekwencje zazwyczaj ćwiczy na treningach. Moje wrażenie po wejściu na pierwsze zapoznanie z torem było bezbłędne i można je streścić do słów: "ale że co, to już cały torek jest?" 8) Konsekwencją tego zdziwienia było postanowienie, że jak nam się poszczęści i znowu gdzieś sobie pobiegamy na zawodach, to postaramy się to zrobić już nie w zerówkach. Toteż wreszcie, po nie powiem nawet ilu latach biegania postanowiłam zakończyć slalom. Tak, wiem, wstyd, że go do tej pory nie zrobiłam, mea culpa.

 

Bardzo przyzwoity bieg, niestety zdisowałyśmy go sobie uroczo jeszcze przed rozpoczęciem video ;) 

Jedna głupia odmowa...

Bez komentarza 8)

Najlepszy czas!

Głupi dis...

I na koniec całkiem przyjemne bieganie.

 

23:44, martyna_art , LOCA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 marca 2012

 Nawet sobie nie wyobrażacie o ile łatwiejsze ma facet życie z kobietą - psiarzem.

Po pierwsze - kwestia porządków w domu. O ile zwykła kobieta często suszy swojemu facetowi głowę, że ten nie sprząta, że bałagani, że tylko ona wciąż biedna musi sprzątać i w ogóle ojejujejujej, o tyle kobieta-psiarz po pierwsze do bałaganu jest przyzwyczajona, po drugie ma dużą odporność psychiczną na piach na podłodze i kanapie, a po trzecie czuje się zobligowana do sprzątania chociażby z racji tego, że to przecież jej najkochańszy niuniuś do domu ten cały syf przynosi.

Po drugie - z psem trzeba wychodzić nie tylko na pięciominutowe spacerki sikukupowe wokół bloku. Gdy mężczyzna odpowiednio długo i intensywnie daje znać, że nie bawi go tuptanie za swoją kobietą i jej psem po parku, dostaje spacerową dyspensę i tym samym ma codziennie co najmniej godzinę dla samego siebie. Cała godzina z War Of Warcraft zdobyta, i to jak tanim kosztem! 

Po trzecie... Kojarzycie odwieczny problem jaki ma przeciętny mężczyzna gdy nadchodzi dzień urodzin/imienin jego kobiety, święta, rocznica, dzień kobiet który sprowadza się do rozpaczliwego pytania: "co ja mam jej kupić?". Biżuterię? Perfumy? Płytę? Mężczyzna kobiety-psiarza takiego problemu nie ma i mieć nigdy nie będzie, bo bycie z kobietą-psiarzem daje nieskończone możliwości podarunków, z jakich zapsiona osoba się ucieszy. Poniżej jest moja lista "might have and enjoy having". Jeśli macie jakieś swoje propozycje, moje kochane psiary, dorzućcie! Stworzymy listę idealnych prezentów, a gdy będzie zbliżała się jakaś okazja typu imieniny, urodziny to wystarczy zostawić "przypadkiem" włączoną przeglądarkę z tym wpisem, niech się ten nasz biedny, kochany mężczyzna nie głowi co kupić tym razem :)

·         komplet dysków, najlepiej w różowym kolorze,

·         ze dwie hopki, żeby móc ciki i caki szlifować we własnym ogrodzie,

·         szpanerska obroża i/lub smycz,

·         książka o szkoleniu psów,

·         monografia ukochanej rasy,

·         książka - czytadło o tematyce okołopsiej,

·         T-shirt z portretem ulubionej rasy,

·         opłacone seminarium agility/frisbee/inne...

 

 

Tylko pamiętaj, mężczyzno który tu zajrzałeś, żeby broń boszszsze nie kupować swojej kobiecie karmy dla (jej) psa. To jest jeszcze gorsze niż gdybyś kupił jej na imieniny patelnię.

 


 

Wpis ten dedykuję Mojemu Najkochańszemu Przemkowi, który na imieniny podarował mi seminarium agility z Tomkiem Jakubowskim! :D :-*

 

21:20, martyna_art , LOCA
Link Komentarze (9) »