Kategorie: Wszystkie | LOCA | O MNIE | OZZY | PIESKIE ŻYCIE | PRZYJACIELE | SZKOLENIE | WYCHOWANIE
RSS
piątek, 19 października 2007

Ozzy jest u mnie od lutego 2005 roku, kiedy to zgarnęłam go z ulicy, wraz z jego ciężarną "żoną". Niestety wiadomość o psach wałęsających się wzdłuż ulicy trafiła do mnie za późno i gdy dotarłam do psiaków suka była już potrącona przez samochód, miała złamany kręgosłup i była sparaliżowana. Musiała zostać uśpiona.

Ozzy został u mnie na tymczasie, podczas gdy szukałam mu jakiegoś domku. Początkowo ani mi było w głowie zostawić go sobie, bo w planach był już owczarek australijski i wiedziałam, że rudzielec może mi pokrzyżować plany, a na dwa psy nie miałam warunków. No i pokrzyżował, bo podbił moje serce odkładając w czasie plany owczarkowe.

Jest psem przesłodkim, przytulastym, rozbrajającym nawet najtwardsze serca, a dodatkowo bardzo pojętnym, łapiącym wszsytko w lot i uwielbiającym się uczyć. Niestety jednocześnie jest dość nieśmiały i łatwo zamyka się w sobie przy nadmiarze bodźców, więc pewnie nigdy nie będzie nam dane pokazać swych umiejętności szerszemu gronu.

Obedience nas nudzi, choć "zerówkę" mamy opanowaną. Natomiast sztuczki to jest to, co Ozzy lubi najbardziej!

Jest szalenie łapowy i wprost uwielbia ćwiczenia na świadomość zadu.

W miarę możliwości agilitujemy się zarówno na własnym podwórku, jak i w szkole ABC w Tulcach pod Poznaniem, pod okiem Marysi Pajzderskiej.

A oto Ozzy w koniczynie:

darmowy hosting obrazków

21:03, martyna_art , OZZY
Link Komentarze (2) »

Zasady dobrego wychowania nakazują się grzecznie przywitać na wstępie. Witam więc :)

Nazywam się Martyna Artymowicz, zwana również przez wielu Tośką, mam 22 lata, studiuję ochronę środowiska, a pierwszym pełnym zdaniem wypowiedzianym przeze mnie było "mamo, ja kcę pieska!". Rodzice moi mieli chyba problemy ze słuchem, bo prośbę tą spełnili dopiero gdy ukończyłam lat szesnaście sprawiając mi zmiksowanego wyżełka niemiecko-czeskiego.

Będąc rezolutnym dziecięciem wychowywanym na wsi miałam jednak okazję już wcześniej wykazać się psiarsko. Mamkowałam więc wiejskim burkom, rozdawałam po płotach cichaczem kanapki wygłodniałym pycholom, głaskałam niegłaskane, czesałam skołtunione i wyprowadzałam na spacery łańcuchowe kundle. Szybko zdobyłam na wsi opinię nieszkodliwej wariatki, którą to opinią szczycę się do dziś i dzięki której mam obecnego rudzielca Ozziego.

Pozytywnym szkoleniem psów zaczęłam się zajmować z poprzednikiem Ozziego, Merlinem, również uliczną znajdą. Merlin był psem z przeszłością, problemowym, agresywnym i nieufnym, z którym przez dłuższy czas nie potrafiłam się dogadać. Wiedza o wychowywaniu psów, którą wówczas dysponowałam była niestety już mocno przestarzała i opierała się na metodach bardzo mało pozytywntych, które nie dawały możliwości owocnej pracy z psem problemowym i z pewnością nie były pomocne w budowaniu więzi opartej na zaufaniu i przyjaźni. Zaczęłam więc szukać czegoś nowego i tak znalazłam kliker. No i wpadłam po uszy :)

 

20:48, martyna_art , O MNIE
Link Komentarze (1) »
1 ... 26