Kategorie: Wszystkie | LOCA | O MNIE | OZZY | PIESKIE ŻYCIE | PRZYJACIELE | SZKOLENIE | WYCHOWANIE
RSS
wtorek, 23 kwietnia 2013
sobota, 20 kwietnia 2013

Zwyczaje żywieniowe mojej suki chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.

Śmietniczek. To Loki drugie imię. Trzecie imię to Księżna, aczkolwiek Loca Śmietniczek Księżna brzmi już dość kuriozalnie, dlatego ograniczam się do jednego imienia w danej chwili :)

Locę kocha moja Babcia, bo dzięki niej resztki jedzenia nigdy się nie zmarnują, a Babcia, jak to babcia, nie znosi marnotrawstwa. Traktuje więc Łaciatą trochę jak taką domową świnkę, która z uśmiechem na pysku zje przypalone okrojki ciasta, resztki sałaty, zupę z obiadu, obierki z marchewki, zdrewniała kalarepę, suchy chlebek, wysprząta podłogę gdy coś się na nią wysypie / wyleje lub wyliże do czysta kubek po jogurcie. W związku z powyższym Loca kocha moją Babcię i generalnie nie odstępuje Babci na krok, gdy ta znajdzie się choćby we względnej bliskości kuchni. Taki mają układ, a ja przestałam w niego wnikać, dopóki suka za bardzo kolebie tłustymi boczkami podczas chodzenia.

Pamiętam czasy, gdy Lukrencja była szczenięcym podrostkiem, który żywił się generalnie niczym. Poważnie - ta suka doprowadzała mnie do załamania nerwowego, bo odmawiała wszelkiego jedzenia dając jasno do zrozumienia, że jej rosnący organizm jest wybitny pod każdym względem i nie potrzebuje czegoś tak przyziemnego, jak strawa. Rosołki, twarożki, kurczaczek, warzywka, gwiazdka z nieba dodawana do karmy - nic nie działało i nie było w stanie przekonać suki do zjedzenia choćby połowy zalecanej dziennej dawki. Ba, nawet konkurencja w postaci Ozziego czy Gorbiego nie działała i suka potrafiła nie jeść nic przez ponad dwa dni! A ja, biedna, oczami wyobraźni widziałam krzywicę, skoliozę, awitaminozę, wypadającą sierść i kości na wierzchu. No dobra, kości na wierzchu widziałam bez użycia wyobraźni.

W tak zwanym międzyczasie suka urosła mi całkiem zdrowo, ładnie, bez niedowagi i jednocześnie tendencji do tycia. Najwyraźniej ten typ tak ma, że jest ekonomiczny żywieniowo. Nie narzekam ;)

Przez ostatnie 1,5 roku suka jadła mi za dwóch! Powód? Prawdziwa konkurencja do michy w postaci dwóch rosłych samców, a nie chucherka Ozzulkowego czy zbyt dobrodusznego i wyrozumiałego Gorbiego. Zdążyłam się przez ten czas przyzwyczaić do tego, że w okolicy godziny 19 Loka BARDZO WYRAŹNIE I DOBITNIE siedziała przy klatce, wymuszając podanie kolacji. Że pożerała jedzenie jednym kłapnięciem i nigdy nie była najedzona. Że zaczęła kraść ze stołu (co nigdy wcześniej jej nawet przez myśl nie przeszło!!), wypijać resztki pozostawionej kawy, wyszukiwać śmieci na dworze. Że zaczęła żebrać przy stole. Wyobraź sobie moje dzisiejsze zszokowanie, gdy sucz do kolacji podeszła, powąchała i poszła się położyć. Ha, mój niejadek powrócił :D

20:50, martyna_art , LOCA
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 kwietnia 2013

Pamiętam jak jeszcze nie tak dawno temu miałam intensywne rozkminy jaką piłkę kupić szanownej młodocianej pannie Lukrencji. Bo prawda jest taka, że w prawdziwym natłoku psich akcesoriów i zabawek, naprawdę fajnych piłek jest jak na lekarstwo. Szukanie idealnej piłki jest trudne nawet jeśli ma się jasno określone, niespecjalnie wyszukane kryteria: piłka musi być miękka, nie może się dać rozerwać w przeciągu minuty, najlepiej gdyby była na sznurku lub umożliwiała przeciągnięcie przez nią sznurka domowym sposobem. Dobrze widziane są właściwości lotne, na które składa się odpowiednia waga, wielkość oraz zdolność odbijania od powierzchni. 

W zasadzie wszystkie podstawowe kryteria spełniają piłki HOKO Funny, które lubię bardzo zarówno w wersji "saute", jak i na sznurku, który bezproblemowo można przez nie przewlec samodzielnie. Fajne są także z prozaicznego względu - są taniutkie i łatwo dostępne. Ich minusem jest to, że dość szybko robią się... obleśne :) strzępią się, błyskawicznie nasiąkają śliną i są wówczas naprawdę fuj. No i jak się jest takim estetycznym wrażliwcem jak ja, trzeba te piłki dość często wymieniać, co koniec końców taniutkie nie jest.

Największą miłością Luśka pała do piłek piszczących. Niestety, jak coś jest piszczące to generalnie jest jednorazowe i zbyt lekkie, żeby mogło nadawać się do parkowego "wypiłeczkowania psa". Świetnie natomiast sprawdza się w roli motywatora przy okazji treningów wszelakich. Piłeczka "pyszczek" w mojej kieszeni daje suce +10 punktów do zaangażowania. Lubimy to!

Moim ostatnim wielkim odkryciem w temacie zabawek piszczących jest piłka Kong squeezz, którego kupiłam w zaprzyjaźnionym slkepie Fun4Dog. Kongi lubię z zasady, a ta piłka jest po prostu cudna! Jest odpowiednio miękka, wydaje się być wytrzymała, no i jest jedyną na rynku sensowną piszczącą piłką, przez której środek można przewlec sznurek! Umiejętność i wytrwałość Loki do znajdowania i wykradania tej piłki ze wszelkich schowków jest imponująca. Otworzyła nawet, skubana, moją torebkę i zajumała z niej piłkę, po czym zrobiła radosną rundkę po domu piszcząc w niebogłosy i zdradzając tym samym niecny proceder kradzieży. Amatorka :) Miłość Loki do tej piłki jest tak wielka, że nie mogę jej zabierać na spacery "tuptaniowe", ponieważ wyglądają one wówczas tak:

21:11, martyna_art , LOCA
Link Komentarze (1) »