Kategorie: Wszystkie | LOCA | O MNIE | OZZY | PIESKIE ŻYCIE | PRZYJACIELE | SZKOLENIE | WYCHOWANIE
RSS
piątek, 21 grudnia 2012

Wesołych świąt życzą Smarty wraz z czipsami :)

niedziela, 09 grudnia 2012

... cause U just might get it.

 

Pamiętam gdy kilka lat temu zaczynałyśmy agilitowanie z Locą... No cóż, nie będę owijać w bawełnę - orłami nie byłyśmy wówczas, oj nie. Nawet nasza Pani Trener wyznała mi ostatnio, że niespecjalnie wówczas rokowałyśmy na przyszłość i nie pokładała w nas wielkich nadziei. No cóż, lubimy zaskakiwać i może LuśLukruś demonem prędkości na długich prostych nigdy nie będzie, natomiast skutecznie potrafimy dokopać teoretycznie szybszym od nas psom na zawodach :) I zdecydowanie pozbyłam się kompleksów, jakie mnie niegdyś trapiły w stosunku do mnie samej i w stosunku do mojego psa.

Nie ma co ukrywać, że sporo pracy i czasu zajęło, żeby mój sucz zaangażował się w bieganie na tyle, żeby mnie to satysfakcjonowało. Frustracja, demotywujące porównywanie do innych teamów, niezadowolenie ze swojego psa, moje z nim nie zgranie, świadomość własnej fajtłapowatości... tak, te uczucia towarzyszyły mi podczas "pierwszych kilometrów" naszej agilitowej drogi. Ach, myślałam, że gdyby tak mieć innego psa - szybszego, bardziej zajadłego, twardszego, z większym drivem - o ile szybciej i łatwiej by nam wszystko szło! Nie musiałabym obawiać się, że go przetrenuję, że przesadzę z ilością bodźców i pies mi się wyłączy. Treningi byłyby przyjemnością, a z szybkim psem darłabym po torze jak uskrzydlona. Wszystko by nam szło szybciej, bardziej efektownie, tak że wszystkim wokół by szczęki opadały i oko bielało na nasz widok! 

 

Gówno prawda :)

 

Mówi się, na marzenia trzeba uważać, bo mogą się spełnić. Mówi się także, że lepsze jest wrogiem dobrego. Prawda to.

I tak - zaczynam teraz agilitowanie z psem, którego sobie wymarzyłam. Szybkim, zawziętym, ambitnym, twardym, z świetnym drivem, niezamęczalnym, nie obawiającym się porażki, mogącym wielokrotnie powtarzać te same ćwiczenia. I jak jest? Nie łatwo. A to ci niespodzianka, prawda? :D Problemów jest cała masa, po prostu są one inne niż z psem wolniejszym, delikatniejszym i bardziej wrażliwym na bodźce. 

Zapomniałam już ile trzeba pracy włożyć w to, żeby psa nauczyć fajnego biegania z człowiekiem. Że pies, który teoretycznie mógłby być naprawdę fajny musi przejść długą drogę, żeby go oszlifować i dopasować do siebie. Z Locą biega mi się tak, jak biega się w wygodnych, starych butach. Znamy się świetnie, rozumiemy, ona potrafi już naprawdę dużo i czasem ratuje mi tyłek przez to, że sama myśli, wyciąga wnioski i reaguje gdy ja coś schrzanię. Naprawdę fajnie mi się z nią teraz biega. Moja suka kochana.

 

No cóż, Yuffie, czeka nas sporo pracy. Będzie fajnie!