Blog > Komentarze do wpisu

Abażurek

Loca na szczęście nie należy a do psów jakoś specjalnie chorowitych, kontuzjujących się, nie zważających na własne bezpieczeństwo i proszących się o wypadki. Nigdy niczego sobie nie złamała, naderwała, uszkodziła, naciągnęła. Aż do zeszłego czwartku, kiedy to podczas szaleńczych gonitw z Kapslem po ogrodzie urwała sobie pazur. Niestety zrobiła to tak brzydko i nieszczęśliwie, że jego resztki musiała mieć czyszczone pod znieczuleniem ogólnym, a potem przez kilka dni chodzić z opatrunkiem na łapie. Chodzić. Nie biegać, skakać czy hopsasać.

Przyzwyczajona do grzeczności Ozziego, któremu jak się powie, że opatrunku na łapce nie wolno ruszać, to drugi raz tego nie trzeba powtarzać, zostawiłam Locę na chwil kilka bez nadzoru uprzednio jej wytłumaczywszy, że życzę sobie zobaczyć opatrunek w stanie nienaruszonym po powrocie. No cóż, nie posłuchała, suka jedna. W związku z czym przez cały tydzień zmuszona była do chodzenia w kołnierzu weterynaryjnym. Odbierała za to Discovery Channel w HD ;)

Sadystycznie lałam z biednego futra i jej rozkminy przy pierwszym założeniu abażurka. Poniższego foto chyba nie trzeba tłumaczyć - sucz wykoncypowała, że najwyraźniej tak trzeba siedzieć jak się ma coś takiego wokół głowy. Na szczęście okres abażurkowania mamy już za sobą, pazur wygląda już zupełnie ok, wracamy więc do TupTania i (ograniczonego) hopsasania przez hopeczki w Annówce w ten weekend :)

piątek, 18 października 2013, martyna_art

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: domi, *.dynamic.chello.pl
2013/10/18 17:23:11
urocza :) nam ostatnio też to groziło przy lizaniu rany ale..obyło się na szczęście bez :)